kayka@chrome.pl

opis bloga

13 lipca 2011,

Plany...

Przez ostatnich 10 dni przed wyjazdem z Xiamenu planowałam zrobić wszystko, co odkładałam na 'przed wyjazdem' przez dwa lata... Pojechać do lasu deszczowego i zobaczyć największą (podobno) chińską lianę, połazić po wulkanie w rezerwacie w Zhangzhou, odwiedzić akwarium na Gulangyu i obejrzeć karmienie rekinów... No i, żeby maksymalnie wykorzystać atrakcje lokalne, miałam codziennie pływać w morzu, jeziorze i łazić po ukochanych górkach lokalnych... A, jeszcze popracować w międzyczasie i zrobić zakupy jedzenia na rok. I - JEŚĆ!
Po raz kolejny okazało się, że nie mogę robić planów. Nigdy. Pod żadnym pozorem. Jeśli cokolwiek zaplanuję, to nie mam szans tego wykonać.
Moje zakupy, jak na razie, składają się głównie z wszelkiej maści chińskich i zachodnich leków na zatoki i zapalenie oskrzeli, obniżających gorączkę i przeciwzapalnych. Nawet mam jakieś lekarstwo z wyciągiem z maku... Opracowałam też nową trasę trekkingową do sklepu na kampusie (jest dłuższa, ale mniej męcząca niż ta, w której występują schody), a i z wody korzystam kilka razy dziennie - nie ma to jak gorący prysznic, kiedy na zewnątrz jest zdrowo ponad 30 stopni...
I w końcu spełniło się moje marzenie - mogę jeść lajiao w ilościach, które normalnego człowieka by zabiły. Standardowa dawka w Xiamen to łyżeczka mazi lajiaowej na miskę zupy, studenci z Sichuanu dochodzą do trzech, a ja 2 dni temu już po 6 łyżeczkach zaczęłam wyczuwać jakiś ślad smaku...
Nie mogę się doczekać 10h w klimatyzowanym autobusie do Hong Kongu i późniejszej podróży do Europy, poprzedzonej przekonywaniem służb lotniskowych, że syropki, krople do nosa etc. są mi naprawdę niezbędne w podróży (o ile, rzecz jasna, nie zdecydują się mnie nie wpuścić do samolotu, ze względów epidemiologicznych).
To tyle z optymistycznych wieści z Państwa Środka.
Dodano w kategorii Chiny Ogólne o 05:26:52, 2 komentarze

Design by ChaitGear, ported by Soil. RSS. Powered by JoggerPL.